Artykuły

Świat patchworkowych i szydełkowych cudeniek

Zapraszamy na rozmowę z Anią "iasio" Przyborowską, która tworzy niesamowite zabawki. Do wszystkiego dochodziła sama. Obecnie realizuje zamówienia nawet z USA i Australii. To kobieta pełna pasji i radości życia. Specjalnie dla Was uchyliła rąbek tajemnicy swojego bajkowego świata!
REKLAMA

Jak się zaczęła Pani przygoda z szydełkowaniem?

Ania Przyborowska: To było jakieś 12 lat temu, kiedy urodził mi się pierwszy syn. Chciałam mu stworzyć bajkowy pokój, z pięknymi kolorowymi zabawkami. To, co proponował w tym czasie nasz polski rynek było żałosne. Wszędzie to samo, wszędzie plastik, a jak już znalazłam coś, co mi się podobało to albo nie było mnie na to stać, albo nie wysyłali do Polski. Syn marzył o smokach. Najpierw o jednogłowym, potem o pięciogłowym. Marzył o robocie do którego można by się przytulić gdy idzie się spać… Nie ukrywam, że na początku kompletnie, ale to dosłownie kompletnie, nie umiałam szydełkować. Była to dla mnie czarna magia. Zawsze wszystkie prace domowe w szkole z robótek ręcznych robiła za mnie albo moja Mama albo Babcia. Zatem zaczynałam od przysłowiowego zera. Dziergałam, prułam, złościłam się, że mi nic nie wychodzi. Wszelakie opisy w książkach o szydełkowaniu nic nie pomagały. Masakra :)
 
 
Ale jak powtarzam moim dzieciom trening czyni mistrza. I tak oto zawzięłam się i nauczyłam. Nigdy nie robiłam szkiców swoich prac. Rzadko kiedy zapisuję wzory (no chyba, że trzeba zrobić dwie identyczne rzeczy to wtedy kartka i ołówek się przydadzą) wszystko mam w głowie. Z każdym nowym pomysłem muszę się przespać, a na szydełku kleję jak z plasteliny …
 
Kiedy zorientowała się Pani, że można na tym zarabiać? Czy ciężko się pracuje w domu? Jak Pani godzi życie rodzinne z pracą?
 
Ania Przyborowska: To trudne a zarazem proste pytanie, na które można odpowiedzieć na dwa proste sposoby. Gdyby nie mój kochany mąż, który jest głównym żywicielem rodziny to dawno musiałabym rzucić szydełko w kont i zająć się czymś innym. U nas w Polsce nie ceni się rękodzieła. Przepraszam tu wszystkich tych, którzy je cenią ale jest Was garstka. U nas jest utarte, że to co zrobione w domu, ręcznie jest nic nie warte i można to kupić za grosze. Najpierw robiłam wszystko dla moich chłopców, potem dla znajomych, następnie dla znajomych znajomych. Jakieś 5 lat temu założyłam firmę która jako tako przędzie ale wyżyć i utrzymać z tego się nie da. Ledwo starcza na koszty. Jednak od jakiegoś czasu staram się zaistnieć na rynkach zagranicznych ale to jeszcze długa droga przede mną.
 
 
Czy ciężko się pracuje w domu? Jak Pani godzi życie rodzinne z pracą?
 
Ania Przyborowska: Pracownię mam w domu. Zawsze wszystko iasio’we robiłam w domu. Najpierw warsztat był gdzie popadnie – w kuchni, przy gotującej się zupie, w dużym pokoju podczas pilnowania zabawy dzieci … Potem miałam kawałek strychu – bez okna i ogrzewania. Ale doczekałam się remontu i teraz mam małą przytulną pracownie, z oknami, na poddaszu, w naszym domu. Wszystko robię sama. Pomysły, zakupy, zdjęcia, aukcje internetowe, pakowanie, poczta. Poza tym jestem na pół etatu taksówkarzem – rozwożę i przywożę dzieci. Robię zaopatrzenie lodówki, sprzątanie i pranie. Grabię liście i przycinam krzaki w ogrodzie...
 
 
Wszystko to razem ciężko pogodzić ale w jakiś magiczny sposób udaje mi się :) Nie jestem nie zmordowana. Są dni kiedy chcę to wszystko rzucić. Często są łzy i padanie na twarz. Najtrudniejszy jest zawsze wrzesień, wtedy są nowe plany zajęć i wszystko ustawiam pod zajęcia dzieci, potem cała reszta. Gubię się wiecznie w swoim grafiku. Mylą mi się dni i godziny… Najcudowniejszy jest moment kiedy załatwię rzeczy obowiązkowe a potem zamykam się w swojej pracowni. Jednak nie na długo :)
 
Skąd biorą się imiona zabawek?
 
Ania Przyborowska: Zazwyczaj kiedy powstaje zabawka od razu do głowy przychodzą różne nazwy. Kiedy zabawka jest praktycznie skończona to wtedy już ma nazwę. Tak z głowy. Czasami synkowie mi pomagają :)
 
 
Czy robiąc zabawki sugeruje się Pani zdaniem swoich dzieci? Czy są doradcami?
 
Ania Przyborowska: Większość zabawek które stworzyłam, szczególnie tych pierwszych było dla moich synów, na prośbę, życzenie, marzenie. Jak zaczynałam, to na rynku nie było praktycznie ręcznie robionych zabawek dla chłopców. Głównie były aniołki, lalki. Większość w słodkich, nie męskich kolorach. Dlatego powstały typowo dla chłopców szydełkowe smoki, roboty, samochody. Szmaciane samoloty i pistolety. Zawsze się pytam czy im się podoba i zawsze jedna sztuka jest zabierana do zabaw i testów.  
 
Czy w swoich zbiorach ma Pani lalkę, która jest i nigdy nie będzie na sprzedaż?
 
Ania Przyborowska: Są takie dwie. Pierwsza to szydełkowy pies zrobiony dla męża. Jest to pierwsza zabawka którą zrobiłam na szydełku. Druga to lalka artystyczna szczur Teo, który był jedną z moich pierwszych lalek artystycznych i którego często wykorzystuję do zdjęć świątecznych.
 
 
Które zabawki najczęściej są zamawiane?
 
Ania Przyborowska: Z tym jest różnie. Nie ma tu jakiejś reguły. Dość dużym zainteresowaniem cieszą się moje jamniki patchworkowe, które w większości wysyłam do Australii i USA.
 
 
Czy na takiej pasji można zarabiać pieniądze na utrzymanie?
 
Ania Przyborowska: Może jakbym mieszkała za granicą, gdzieś w Stanach, Anglii albo Australii gdzie ceni się rękodzieło to może i tak ale nie u nas w Polsce.
 
Może jakby ktoś z popularnych ludzi przechadzał się ulicą z moją zabawką a paparazzi zrobili mu zdjęcie i umieścili w gazecie lub umieścili w necie to zabawki iasio stałyby się popularne.
 
Ciężko jest się samemu wypromować. Trudno jest żyć z rękodzieła w naszym kraju.
 
 
Co Pani radzi początkującym artystom?
 
Ania Przyborowska: Cóż ja mogę radzić? Nie dawajcie się. Ja zawsze chciałam robić to, co kocham, a jednocześnie godzić to z wychowywaniem dzieci. Jest ciężko, ale jak mawiała Ania z Zielonego Wzgórza „ Jutro jest świeże i wolne od błędów” :)
 
Jak można zamówić u Pani konkretną zabawkę? Gdzie można je kupić?
 
Ania Przyborowska: Zamówić można pisząc do mnie na maila lub przez stronę. Moje prace głównie wystawiam w internecie na etsy.com i w galerii Pakamera.pl.
 
 
Dziękujemy za rozmowę!
 
Rozmowa z Panią Anią "iasio" Przyborowską zapoczątkowała nasz cykl wywiadów z artystami, którzy wzbogacają polską manufakturę.
 
Jeśli znacie takie osoby i chcielibyście pomóc im się wypromować, piszcie na adres: agnieszkasliwinska@deccoria.pl.
 
Agnieszka Śliwińska/Deccoria.pl
 

Przeczytaj również

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

Wasze komentarze (3)

karen

Cudowna pasja,zabawki pierwsza klasa:)

serduszko333

Cudowne!!!

REKLAMA
janina48

Podziwiam ludzi z pasją.Pani jamniki,myszki...cudo..Życzę wielu amatorów Pani prac..Powodzenia

Ostatnio spodobało się

Informacja

Nie możesz dodać komentarza do tej treści. To okno zamknie się automatycznie za 3 sekundy.

Edytuj komentarz

Usuń komentarz

Czy na pewno chcesz usunąć komentarz do artykułu "Świat patchworkowych i szydełkowych cudeniek"? Tej operacji nie można cofnąć.

Wyślij mailem

Informacja

Zgłoś nadużycie

Informacja

To okno zamknie się automatycznie za 3 sekundy.
REKLAMA

Wyłącz to powiadomienie

Nie będziesz już więcej otrzymywać powiadomień do tego zdarzenia.
Państwa przeglądarka jest nieaktualna. Aby zapewnić większe bezpieczeństwo, wygodę i komfort użytkowania w tej witrynie, proszę zaktualizować swoją przeglądarkę.
Polub nas, aby otrzymywać niezliczone pomysły wprost na swoją tablicę!

Edycja zdjęcia

Obróć

Informacja

Zaloguj się

Newsletter

Zapisz się do newslettera, aby otrzymywać najciekawsze artykuły oraz inspiracje z serwisu Deccoria.pl

Powiadomienia

Informacja

Nie możesz wykonać tej akcji. To okno zamknie się automatycznie za 3 sekundy.