Spis treści:
- Skracanie pędów dwuletnich malin
- Zasada 10 pędów, czyli selekcja i przerzedzanie pędów
- Nawożenie potasowe i ściółkowanie malin
Kwiecień to dobry czas na przycinanie malin. Ryzyko dużych mrozów już minęło, a soki w łodygach dopiero zaczynają krążyć, nie rozpoczynając jeszcze bardzo intensywnego wzrostu. Wiosną (zarówno maliny letnie, jak i jesienne) warto przejrzeć, pozbyć się obumarłych gałązek i pobudzić krzew do wzrostu. Jak dokładnie to zrobić?
Skracanie pędów dwuletnich malin
Wiosną należy sięgnąć po sekator. Pierwszym krokiem powinno być przede wszystkim całkowite usunięcie wszystkich zeschniętych, martwych oraz przemarzniętych gałązek. Takie pędy nie przyniosą plonu, a jedynie niepotrzebnie zagęszczają krzew, blokują dostęp światła i utrudniają cyrkulację powietrza. Usuwając je u samej podstawy, tworzymy przestrzeń dla najsilniejszych gałązek, pozwalając im swobodnie rosnąć i korzystać z każdego promienia wiosennego słońca. Poza tym zmniejsza to ryzyko pojawienia się chorób grzybowych oraz sprawia, że cała roślina nie wysyła składników odżywczych w niepotrzebne pędy.
Po usunięciu obumarłych gałązek należy przystąpić do skracania pędów dwuletnich na wysokość ok. 150 centymetrów. Ta granica sprawia, że roślina przestaje tracić cenną energię na niepotrzebną pogoń ku górze i budowanie zielonej biomasy, która jedynie zacienia niższe partie krzewu. Skracając łodygi do tej wysokości, zmuszamy soki do intensywnego krążenia w dolnych i środkowych partiach pędów, gdzie drzemie największy potencjał do budowania masywnych i słodkich owoców. Dzięki temu roślina nie skupia się na tym, aby była jak najwyższa, a "pompuje" składniki odżywcze bezpośrednio w maliny.
Cięcie tego typu najlepiej przeprowadzić w dzień suchy i słoneczny. Dzięki temu świeże rany na pędach szybciej zaschną, co ogranicza ryzyko chorób grzybowych.
Zasada 10 pędów, czyli selekcja i przerzedzanie pędów
Jednym z najczęstszych błędów jest przekonanie, że im więcej gałęzi pozostawimy na krzewie, tym obfitszy będzie letni plon. Jednak nadmierne zagęszczenie prowadzi do "duszenia się" rośliny. Gdy pędów jest zbyt dużo, walczą one między sobą o każdy gram azotu i potasu, a brak swobodnej cyrkulacji powietrza tworzy idealny mikroklimat dla rozwoju chorób grzybowych. Właśnie tutaj z pomocą przychodzi zasada 10 pędów, czyli metoda selekcji najsilniejszych łodyg.
Roślina dysponuje określoną ilością energii, którą wiosną pompuje z korzeni w górę. Jeśli rozproszymy te soki na np. 25 słabych łodyg, owoce będą drobne i kwaśne. Jeśli jednak skoncentrujemy tę samą siłę na wybranych 10 najzdrowszych, grubych i pionowych pędach, każda malina otrzyma "zastrzyk", który pozwoli jej osiągnąć spektakularne rozmiary. Taka liczba pędów na jedną roślinę (lub metr bieżący rzędu) gwarantuje, że do wnętrza krzewu dotrze wystarczająca ilość światła, co jest niezbędne, aby owoce dojrzewały równomiernie i nabierały słodkiego smaku.

Jak dokładnie powinno się stosować zasadę 10 pędów w praktyce? Na początek przyjrzyj się krzewowi i wybierz od 8 do 10 najmocniejszych, najgrubszych pędów, które rosną pionowo i nie wykazują śladów chorób ani pęknięć na korze. Za pomocą ostrego, zdezynfekowanego sekatora wytnij tuż przy samej ziemi wszystkie pędy cienkie, wiotkie, pokładające się oraz te, które wyrastają zbyt daleko od głównego skupiska rośliny. Wybrane pędy główne przytnij na wysokości wspomnianych wcześniej 150 cm, co ostatecznie ustabilizuje strukturę krzewu. W przypadku pędów bocznych skróć je do długości 20-30 cm. Wycięte pędy usuń z okolic grządki, aby nie stały się siedliskiem dla szkodników lub zarodników grzybów.
Nawożenie potasowe i ściółkowanie malin
Precyzyjne cięcie to fundament sukcesu, ale nawet najlepiej przycięty krzew nie wyda spektakularnych plonów, jeśli gleba będzie uboga. Maliny najlepiej czują się w podłożu żyznym, przepuszczalnym i - co niezwykle istotne - lekko kwaśnym. Optymalne pH gleby dla tych krzewów powinno mieścić się w przedziale 5,5-6,5. Jeśli odczyn jest zbyt wysoki (zasadowy), roślina traci zdolność do pobierania najważniejszych mikroelementów, co objawia się żółknięciem liści i karłowaceniem owoców. Chcąc naturalnie i bezpiecznie zakwasić podłoże, warto sięgnąć po korę sosnową, igliwie czy kwaśny torf. Rozsypanie tych materiałów wokół malin nie tylko delikatnie obniży pH gleby w sposób długofalowy, ale także stworzy strukturę przypominającą naturalne warunki leśne, które maliny wprost uwielbiają.
Poza tym warto sięgnąć po nawozy. Nie muszą to być jednak preparaty ze sklepu - idealnie sprawdzi się kompost w ilości ok. 1-2 l na roślinę. Taki nawóz będzie uwalniał składniki odżywcze, które wzmocnią strukturę przyszłych kiści owoców. Maliny w tym okresie potrzebują również bardzo dużo potasu. Kompost jest jego naturalnym źródłem, jednak można również sięgnąć po nawóz ze skórek bananów czy też popiół drzewny.
Musimy również pamiętać, że maliny potrzebują bardzo dużo wody. Samo regularne podlewanie nie zawsze wystarczy, dlatego też dobrą opcją jest ściółkowanie o grubości od 5 do 7 centymetrów. Możesz wykorzystać do tego słomę, rozdrobnione suche liście lub wspomnianą wcześniej korę sosnową, która dodatkowo zadba o kwasowość gleby. Taka warstwa ochronna działa jak izolator - zatrzymuje wilgoć bezpośrednio przy korzeniach, ogranicza parowanie i zmniejsza potrzebę częstego podlewania. Dodatkowo ściółka skutecznie hamuje wzrost chwastów, które mogłyby konkurować z malinami o wodę i pokarm.
Źródło: deccoria.pl














