Spis treści:
- Osad z oczka wodnego - jak wykorzystać go w ogrodzie?
- Kompostowanie glonów z oczka wodnego
Osad z oczka wodnego - jak wykorzystać go w ogrodzie?
Po kilku gorących dniach oczko wodne potrafi zmienić się w zieloną zupę. Na powierzchni ciągną się glony, na dnie zalega ciężki muł, a przy czyszczeniu z siatki kapie ciężka, ciemna maź. Większość osób odruchowo pakuje to do worka albo wywozi jako odpad. Szkoda. W tej niepozornej brei znajdują się organiczne "skarby", które mogą zasilić grządki.
Podobne rozwiązania stosowano już w starożytności. Egipcjanie wykorzystywali muły nanoszone przez Nil jako naturalny sposób użyźniania ziemi.
Współcześnie coraz częściej wraca się do takich metod w uprawach ekologicznych i ogrodach prowadzonych bardziej naturalnie.
Na dnie oczka wodnego przez cały sezon opadają resztki roślin, glony, odchody ryb i wszystko to, co krążyło wcześniej w wodzie. Z czasem zamienia się to w ciemny, gęsty osad bogaty w azot, fosfor i materię organiczną. Właśnie dlatego po rozrzuceniu na grządce ziemia robi się bardziej pulchna i mniej podatna na szybkie wysychanie.
Najlepiej sprawdza się muł wybierany z własnego oczka wodnego lub stawku. Ogrodnicy, którzy posiadają takie zbiorniki w swoim ogrodzie, często używają osadu do nawożenia warzywnika zamiast obornika czy kompostu. Jednak kiedy osad wyschnie na powierzchni, robi się twardy i zbity, dlatego warto lekko wymieszać go z ziemią. Bez tego po kilku dniach może powstać warstwa przypominająca wyschnięte błoto.
Taki osad z oczka wodnego przydaje się tam, gdzie gleba po sezonie wygląda marnie. Dynie, cukinie czy pomidory potrafią wyciągnąć z podłoża ogrom składników pokarmowych. Po zbiorach ziemia często robi się sypka, sucha i "martwa". Dodatek osadu działa wtedy bardziej jak odbudowa niż zwykłe nawożenie. Materia organiczna zatrzymuje wodę i stwarza lepsze warunki na mikroorganizmów glebowych.

Ważne jest też pochodzenie takiego osadu. Jeśli do oczka wodnego czy stawu trafiały silne preparaty przeciw glonom albo woda była zanieczyszczona, lepiej nie używać wtedy mułu pod warzywa. Własny, regularnie czyszczony zbiornik daje pod tym względem znacznie większe bezpieczeństwo. Jeśli nie mamy w posiadaniu oczka wodnego, to korzystajmy tylko ze sprawdzonych źródeł.
Kompostowanie glonów z oczka wodnego
Podobnie można wykorzystać glony wyławiane z oczka wodnego. Zawierają one składniki odżywcze pobrane wcześniej z wody, więc po rozłożeniu wracają do obiegu jako nawóz.
Najlepiej potraktować glony jako dodatek: cienko rozrzucone pomagają ograniczyć przesychanie ziemi. Warto także glony dorzucać do kompostownika, by zwiększyły w nim ilość materii organicznej.
Świeże glony potrafią w kilka dni zamienić kompostownik w mokrą, beztlenową breję. To jeden z najczęstszych błędów - wrzucanie całości. Zielona masa jest ciężka, zbita i zatrzymuje wilgoć.
Dlatego glony najlepiej układać warstwami: najpierw trochę mokrej masy, potem coś suchego jak słoma, liście czy rozdrobnione gałęzie. Właśnie takie przeplatanie materiałów pomaga utrzymać dostęp powietrza i prawidłowy rozkład kompostu.
Dobrze działa nawet zwykłe podsuszenie glonów przed wrzuceniem ich na pryzmę. Kilka godzin na słońcu wystarczy, by przestały przypominać śliską galaretę. Potem łatwiej wymieszać je z resztą odpadów organicznych.
Kompost z dodatkiem glonów jest gotowy wtedy, gdy nie widać już pojedynczych fragmentów roślin, a całość pachnie wilgotną leśną ziemią. Jeśli z pryzmy nadal czuć zapach stojącej wody albo zgnilizny, proces jeszcze się nie zakończył.
Taki kompost można wykorzystać później pod warzywa, byliny i krzewy ozdobne. Działa nie tylko jako nawóz, ale też poprawia zdolność gleby do zatrzymywania wody.
Źródło: Deccoria.pl











