Spis treści:
- Dlaczego rośliny w ogrodzie wysychają mimo śniegu?
- Jak susza fizjologiczna wpływa na rośliny?
- Jakie rośliny są najbardziej narażone na wysychanie w zimie?
- Czy w zimie trzeba podlewać ogród?
Dlaczego rośliny w ogrodzie wysychają mimo śniegu?
Zimą temperatura spada poniżej zera, więc woda zawarta w glebie po prostu zaczyna zamarzać. Tworzący się w wyniku tego procesu lód wypełnia pory glebowe i blokuje jej swobodny ruch. Niestety korzenie mogą pobierać wyłącznie wodę w stanie ciekłym, więc jeśli mróz utrzymuje się przez wiele dni, nasze rośliny są odcięte od źródła nawodnienia, mimo że wokół nich leży śnieg. Warstwa białego puchu pełni funkcję izolacyjną i stabilizuje warunki termiczne, ale nie stanowi dla roślin natychmiastowo dostępnego rezerwuaru wilgoci – dopóki nie ulegnie topnieniu, jest dla systemu korzeniowego biologicznie bezużyteczna.
Najbardziej odczuwają to gatunki zimozielone, które zachowują aktywne aparaty asymilacyjne przez cały rok. Ich liście i igły nadal transpirują, tracąc wodę szybciej, niż mogą ją uzupełnić. To zjawisko ulega wyraźnemu przyspieszeniu w pogodne, słoneczne dni, ponieważ promieniowanie UV podnosi temperaturę tkanek nadziemnych, pobudza metabolizm i intensyfikuje parowanie. Wystarczy kilka dni intensywnego słońca i wiatru, aby bilans wodny zaczął się gwałtownie pogarszać. Wtedy możemy zauważyć pierwsze sygnały alarmowe w postaci tzw. oparzeń zimowych: końcówki igieł brązowieją, a liście stają się matowe i tracą sprężystość. To nie efekt choroby, lecz fizjologicznego odwodnienia, które postępuje, zanim zdążymy zauważyć jakąkolwiek zmianę.
Zmieniający się klimat dodaje do tego zjawiska kolejny wymiar. Zimy są coraz bardziej kapryśne, a gwałtowne przejścia z silnych mrozów do odwilży rośliny odbierają jako duży szok termiczny. W tkankach przewodzących powstają mikropęknięcia, które utrudniają transport wody nawet wtedy, gdy gleba zaczyna rozmarzać. Wiatry potęgują parowanie, a zasolenie gleby w pobliżu dróg dodatkowo obciąża system korzeniowy. W takich warunkach nawet gruba warstwa śniegu nie daje gwarancji bezpieczeństwa. O przetrwaniu decyduje moment nadejścia mrozów, struktura gleby, osłonięcie stanowiska i naturalna odporność gatunku na zimową utratę wody.
Nie każdy pamięta o podlewaniu tui zimą. Fot. vpastushenko/123RF.com
Jak susza fizjologiczna wpływa na rośliny?
Podczas mrozów potencjał osmotyczny gleby spada tak gwałtownie, że korzenie tracą zdolność zasysania wody do wnętrza komórek, mimo że ta fizycznie znajduje się w otoczeniu. Jesienią rośliny dodatkowo zagęściły sok komórkowy, zgromadziły cukry i białka ochronne, przygotowując się na niskie temperatury. Ten mechanizm wzmacnia ich odporność na mróz, lecz przy braku wody stanowi obciążenie dla całego układu fizjologicznego. Wczesną wiosną sytuacja pogarsza się jeszcze bardziej: słońce nagrzewa liście, wiatr przyspiesza parowanie, a roślina traci wodę szybciej, niż może ją pobrać z zimnej, często nadal zamarzniętej gleby.
W komórkach zaczyna wówczas narastać stres wodny. Turgor spada, błony komórkowe stają się podatne na uszkodzenia, a aparaty szparkowe zamykają się, aby ograniczyć dalszą utratę wilgoci. A to niestety spowalnia fotosyntezę, ponieważ do wnętrza liścia dociera mniej dwutlenku węgla. Transport azotu i mikroelementów jest zaburzony, a składniki odżywcze kierowane są przede wszystkim do korzeni, które otrzymują priorytet w podziale zasobów. Część nadziemna, czyli pędy, liście i pąki, zaczynają tracić na znaczeniu. Objawia się to krótszymi przyrostami, wyblakłą barwą liści, mniejszą liczbą pąków kwiatowych i ogólnym spowolnieniem wzrostu.
Długotrwała susza fizjologiczna wpływa również na odporność roślin w kolejnych miesiącach. Osłabiony organizm gorzej reaguje na infekcje grzybowe, bakteryjne oraz ataki szkodników, ponieważ system obronny wymaga energii, której brakuje mu po zimowym stresie. Gospodarka azotowa jest zatem mocno rozchwiana, a synteza białek obronnych oraz enzymów naprawczych przebiega wolniej.
Przeczytaj również: Podlewanie iglaków i roślin zimozielonych w zimie. Jak to robić?
W przypadku roślin użytkowych prowadzi to do obniżenia plonu, mniejszej masy owoców lub ziarna, a także gorszej jakości parametrów handlowych. W ogrodach ozdobnych efekt zauważymy w postaci słabszego kwitnienia, mniejszych kwiatów, opóźnionego startu wegetacji oraz większej podatności na suszę glebową w lecie. Susza fizjologiczna zostawia ślad również w glebie: mikroorganizmy glebowe działają wolniej, rozkład materii organicznej spowalnia, a struktura podłoża traci sprężystość. W kolejnym sezonie rośliny startują więc z gorszej pozycji, nawet jeśli zima minęła bez spektakularnych uszkodzeń mrozowych.
Jakie rośliny są najbardziej narażone na wysychanie w zimie?
Na zimowe wysychanie najsilniej reagują gatunki zimozielone, ponieważ ich liście pozostają aktywne przez cały rok, a transpiracja trwa nawet podczas mrozu. Laurowiśnie, bukszpany, rododendrony, ostrokrzewy oraz mahonie utrzymują aparaty szparkowe w stanie gotowości, przez co parowanie nie ustaje, mimo że korzenie mają ograniczony dostęp do wody. W przypadku rododendronów problematyczna jest także specyficzna budowa liści, które zwijają się przy niskich temperaturach, lecz nadal tracą wilgoć. Podobnie reagują:
- iglaki, czyli m.in. tuje, cisy, świerki i sosny: ich igły mają niewielką powierzchnię, lecz ogromną liczbę aparatów szparkowych, zatem podczas silnego wiatru ubytek wody rośnie gwałtownie. W regionach narażonych na suche, mroźne powietrze iglaki reagują szybciej, ponieważ ich płytki system korzeniowy zamarza wcześniej niż u gatunków liściastych;
- rośliny uprawiane w pojemnikach: ograniczona bryła korzeniowa zamarza szybciej niż grunt, a podłoże w donicy traci wilgoć wielokrotnie szybciej pod wpływem wiatru i wahań temperatury. Z tego powodu rośliny tarasowe – hortensje ogrodowe, wrzosy, miniaturowe iglaki, czy róże w pojemnikach – reagują na zimową suszę znacznie intensywniej niż ich odpowiedniki rosnące w gruncie;
- gatunki o płytkim systemie korzeniowym: takie jak wrzosy, różaneczniki, młode róże oraz byliny pozbawione okrywy śnieżnej. W sadach zimowe wysychanie dotyka pąków drzew owocowych, zwłaszcza jabłoni i brzoskwiń, ponieważ wahania temperatury prowadzą do mikrouszkodzeń tkanek odpowiedzialnych za rozwój kwiatów.
Rośliny o aktywnych liściach, płytkich korzeniach lub ograniczonej przestrzeni korzeniowej wchodzą w zimę z największym ryzykiem utraty wody, a ich kondycja wiosną zależy od tego, jak długo trwał okres mrozu oraz jak szybko gleba odzyskała zdolność przekazywania wilgoci. Warto również pamiętać, że drzewa liściaste pozbawione liści zimą ograniczają straty wody, dlatego ich odporność na suszę fizjologiczną jest wyższa niż u roślin zimozielonych.
Zimą podlewamy rośliny w czasie odwilży. Fot. dandolealapata/123RF.com
Czy w zimie trzeba podlewać ogród?
Zimowe podlewanie to jeden z najskuteczniejszych sposobów ograniczania suszy fizjologicznej, pod warunkiem że gleba zdążyła odmarznąć. W okresach odwilży rośliny odzyskują zdolność pobierania wody, więc jeśli podlejemy je w takim momencie, powinna dotrzeć do strefy korzeniowej i realnie wspierać ich metabolizm. Jej temperatura musi być zbliżona do podłoża, ponieważ nagłe różnice termiczne mogą doprowadzić do uszkodzeń delikatnych tkanek korzeniowych. Największy sens ma podlewanie późną jesienią, gdy rośliny przygotowują się do zimy i gromadzą zapasy, oraz pod koniec zimy, gdy słońce intensyfikuje parowanie, a gleba w wielu miejscach jest jeszcze częściowo zamarznięta.
Eksperci z Royal Horticultural Society w analizie dotyczącej zarządzania wodą w ogrodach podkreślają, że jednorazowe, głębokie nawodnienie wykonane podczas odwilży przynosi lepsze efekty niż częste, powierzchowne podlewanie w krótkich odstępach czasu. Wynika to z faktu, że woda wnika wtedy w głębsze warstwy gleby, a rośliny mogą korzystać z niej przez dłuższy czas. Powinniśmy również pamiętać o:
- ochronie gleby przed utratą wilgoci: ściółkowanie roślin korą, liśćmi lub kompostem ograniczy parowanie i ustabilizuje temperaturę podłoża. Podczas bezśnieżnych zim rośliny zimozielone, iglaki oraz gatunki uprawiane w pojemnikach reagują na brak wody wyjątkowo intensywnie, a gleba pozbawiona śnieżnej izolacji wychładza się i przesycha w przyspieszonym tempie. Możemy jednak temu przeciwdziałać, regularnie kontrolując wilgotność podłoża i reagując w odpowiednim momencie;
- ograniczeniu zasolenia podłoża i rezygnacji z intensywnego nawożenia mineralnego: wtedy łatwiej zachowamy równowagę chemiczną gleby, która zimą staje się wyjątkowo wrażliwa na każde zaburzenie. Nadmiar soli obniża zdolność roślin do pobierania wody, dlatego sięganie po nawozy organiczne lub długo działające jest rozwiązaniem znacznie bezpieczniejszym i bardziej przewidywalnym;
- ochronie roślin przed wiatrem: zimowe podmuchy potrafią błyskawicznie zwiększyć tempo utraty wilgoci z liści i igieł, a gatunki zimozielone reagują na takie warunki szczególnie gwałtownie. Osłony z agrowłókniny, żywopłoty lub parawany wiatrochronne tworzą spokojniejszy mikroklimat i zmniejszają ryzyko zimowego przesuszenia;
- doborze odmian mrozoodpornych: wówczas naturalnie ograniczamy ryzyko suszy fizjologicznej. Gatunki odporne na mróz mają lepiej rozwinięte mechanizmy zatrzymywania wody, więc znoszą zimowe stresy znacznie łagodniej. Umieszczenie ich przy ścianie budynku, żywopłocie lub naturalnej osłonie terenu dodatkowo ogranicza ryzyko suszy fizjologicznej i poprawi ich kondycję na początku wiosny.
Warto również zbierać wodę deszczową, ponieważ jest miękka, pozbawiona chloru i wyróżnia się pH sprzyjającym większości roślin. Jej temperatura jest zbliżona do temperatury otoczenia, dzięki czemu idealnie nadaje się do podlewania zimą i wczesną wiosną, a jednocześnie pozwala oszczędzać zasoby wodne, które w wielu regionach świata są dobrem coraz bardziej deficytowym.
Źródło: deccoria.pl
Przeczytaj również:
Płodozmian po ogórkach — co najlepiej sadzić?
Naturalna ochrona sadzonek przed szkodnikami i chorobami. Będą zdrowe i mocne
Dlaczego nasiona nie kiełkują? Tak możesz przyspieszyć ich wschody